Tramwaj w popkulturze. Dlaczego jest seksowniejszy od metra.

Blog dopiero się rozkręca i obym wytrwał w postanowieniu codziennego zasilania go czymś nowym co najmniej do czasu wielkiego otwarcia olsztyńskiej, całkiem nowej linii tramwajowej jesienią 2014 roku. Dziś pomyślałem sobie o tym jak wykorzystywano motyw elektrycznego pojazdu komunikacji miejskiej w popkulturze. Czyli stańmy dziś trochę z boku technikaliów jako takich choć nie do końca. Gdy szukamy w pamięci czegoś sławnego, ze słowem „tramwaj” w tytule to oczywiście numerem jeden jest „Tramwaj zwany pożądaniem” w oryginale „Streetcar Named Desire”- klasyk filmowy z roku 1951. Nie Vivien Leigh czy Marlon Brando są dla mnie oczywiście prawdziwym bohaterami filmu a wagonik tramwajowy firmy Perley A. Thomas Car Works serii 900. Oto i on.

 

Perley A. Thomas Car Works numer wagonika 922 – bohater filmu „Tramwaj

zwany pożądaniem”po dziś dzień obsługujący pasażerów w Nowym Orleanie.

Przyznam się bez bicia, filmu nie oglądałem, ale tramwaj ma klasę, prawda? O Nowym Orleanie i jego tramwajach przyjdzie zresztą jeszcze czas coś napisać, tymczasem idźmy dalej. Tramwaj jest, a jakże w czołówce serialu „Miodowe lata” klasyczny Konstal 13N – przez 40 ponad lat król warszawskich torów. Bohater filmu to motorniczy obsługujący popularną „parówkę” na linii „18″. W samym serialu tramwaju na próżno szukać, ale Cezary Żak w roli znerwicowanego motorniczego pierwsza klasa!

 

Kariery filmowej doczekały się zupełnie naturalnie z racji lokalizacji także łódzkie tramwaje. Zapadły mi w pamięć sceny z filmu „Avalon”. Paskudny gniot s-f, pokraczna koprodukcja polsko-japońska i na dodatek z Gośką Foremniak w roli głównej, ale wybaczmy jej. Jak ona seksownie trzymała poręcz w tramwaju… Pamiętacie? Wedle mojego rozeznania to Konstal 102 NaW, ale poprawcie mnie jeśli się mylę. Po Łodzi jeździ jeszcze kilka innych modeli przegubowych składów, więc może to akurat nie ten. Poniżej screen z filmu pokazujący górną część tego jednego z bohaterów „Avalonu”.

„Avalon” to raczej psychologiczne s-f i mnie nie ujęło, tzn, ujęło na tyle na ile mogłem delektować się subtelną grą aktorską Gosi F. kontemplującej sens życia w opustoszałym wagonie tramwajowym. Wokół migają stare łódzkie kamienice, za oknami widać żywe miasto a nie betonowe ściany tunelu metra. Znaczy przewaga tramwaju nad metrem jest miażdżąca, nie wspominając o braku klaustrofobii :). Naszej metalowej podróży po szynach ciąg dalszy. Kolejny film mi się przypomina. Polski tytuł „Nożownik”. Niestety film też denny, ale mający epickie sceny akcji z tramwajem w roli głównej. Benicio del Toro ganiał z animuszem po dachu tramwaju (najprawdopodobniej Skody 10T – produkowanej specjalnie na rynek amerykański) w Portland. Prąd go nie poraził z trakcji choć wywijał w tych mało komfortowych warunkach nożem. Podobnie jak w „Avalonie” tramwaj wypadł w tym filmie lepiej od aktorów.

Szukam w pamięci innych tramwajowych motywów, takich bardzo charakterystycznych bo przecież tramwaje jako stałe elementy miejskiego krajobrazu pojawiały się w tysiącach różnych filmów. Najsłynniejsze chyba tramwaje – te z San Francisco – grywały nie raz w filmach akcji. W którymś z Jamesów Bondów na pewno (przypomnijcie mi którym). One miały łatwiej od swoich krewniaków po świecie, bo nie dość , że stare i szykowne to jeszcze jeżdżą po stromych ulicach, a to jest już seksi na maksa.

Dziś już więcej nie wykombinuję w tym temacie chyba, ale to dopiero początek rozległego świata tramwajowych wpływów kulturowych. Pomoc Internautów jest tu nieodzowna :).


2 Komentarze

  1. Tramwajada – 1989, Górny Śląsk. Wagon 4N1 uprowadzony przez dzieci z „bidula” w noc sylwestrową.
    To ja zabiłem – lata 70 – te, Wrocław. Główny bohater – motorniczy wagonu 102Na.
    Bułeczka – lata 70 – te, Wrocław. W wagonie 4N.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.