Niedobry tramwaj. Tramwaj zawalidroga. XIXwieczny przeżytek. Ha!

Po złotym wieku tramwajów na przełomie XIX i XX w. miały przyjść dla tramwajów trudne czasy. W USA podobnie jak w Europie masowo likwidowano systemy tramwajowe. Proces ten zaczął się już w latach 30tych, swoje apogeum głównie pod wpływem nacisków koncernów motoryzacyjnych osiągnął w latach 50tych i 60tych. Argumenty były zawsze takie same: tramwaje są wolne, głośne, zajmują miejsce potrzebne samochodom. Polecam bardzo poniższy film dokumentalny opowiadający smutną historię niszczenia systemów tramwajowych w Stanach Zjednoczonych, co odbywało się głównie za pomocą zakulisowych manipulacji i monopolistycznych zmów.

Z przerażeniem ogląda się historię destrukcji wydajnego i sprawnego systemu transportu publicznego w imię zysków koncernów samochodowych. Świadomie doprowadzono do sytuacji, w której niemal żaden Amerykanin nie mógł obyć się bez samochodu. To oczywiście napędziło branżę naftową i sprawiło, że amerykańskie miasta zaczęły zamieniać się w asfaltowo-betonowe pustynie. Poprzecinane wielopasmowymi autostradami gigantyczne przestrzenie trudno było nawet nazwać miastami. Przestrzeń, w której ludzie stawali się wyobcowani, pozamykani w swoich samochodach, w której zanikały więzi społeczne. Tak właśnie pojmowano wtedy nowoczesność. Szybko okazało się, że poszerzanie dróg, budowanie w nieskończoność nowych autostrad i parkingów już niewiele daje. Mega miasta stanęły w gigantycznych korkach, a motoryzacyjny raj zamienił się zadymione spalinami piekło.

Mimo, że tramwaje na całym świecie przeżywają swój renesans, wciąż nie brak przeciwników posługujących się identycznymi argumentami jak amerykańscy lobbyści sprzed kilku dekad. Wśród najzagorzalszych polskich tramwajofobów jest Janusz Korwin-Mikke. Tramwaj to przeżytek, zabiera miejsce na ulicach, jest głośny, mało wydajny, a jak się zepsuje to blokuje tor i się robi korek. Cóż, większość tych mankamentów w przypadku nowoczesnych składów już nie istnieje. Współczesne tramwaje są znacznie cichsze, mogą łatwo się wymijać dzięki łącznikom między torami, a zajmowane miejsce rekompensują swoją znaczną pojemnością, nawet o połowę większą niż autobusy.

Odwieczny spór zwolenników i przeciwników komunikacji tramwajowej opiera się na pojmowaniu czym jest miasto, wspólna przestrzeń. Samochody choć dają wolność, coraz części wiążą się z wyrzeczeniami. Komfort życia w dużych miastach zależy w dużej mierze od wydajności transportu publicznego. Autobusy są uprzywilejowane tylko na buspasach, a tych nie da się zbudować wszędzie. Danie priorytetu transportowi publicznemu jest domeną dojrzałych społeczeństw, w których rozumienie dobra wspólnego i wspólnej przestrzeni opiera się na myśleniu w kategorii „my”. Samochód jest drogi w utrzymaniu, ciężko znaleźć dla niego miejsce do parkowania. Rozbudowany transport publiczny daje szansę by korzystało z niego mnóstwo pasażerów i by ceny biletów nie odstraszały. Niesamowity jest widok na tych archiwalnych zdjęciach tramwajów jeżdżących jeden za drugim. W tych ultrakapitalistycznych czasach opłacało się rozbudowywać przedsiębiorstwa tramwajowe, a to już powinien być argument dla JKMa.

W Europie geneza niszczenia systemów tramwajowych (zwłaszcza w Francji i Wielkiej Brytanii) była dość podobna. Rewolucja motoryzacyjna lat 50tych i 60tych zmieniła oblicze świata i z tamtej perspektywy wydawało się, że elektryczny wóz na szynach to coś równie niestosownego jak dorożka. Po latach okazuje się, że unowocześnione tramwaje wracają do łask. Podbijają szturmem średnie miasta w Europie Zachodniej. Stają się synonimem nowoczesności i wysokiej jakości usług publicznych.

Dla mnie pożytki z tramwajów są oczywiste i niepodważalne. Są szybsze i bardziej komfortowe od autobusów, nie dymią z rur wydechowych. Poruszają się w dużej mierze po wydzielonych torowiskach. Argumenty JKM kompletnie mnie w tym zakresie nie przekonują. Zresztą to jest już spór czysto ideologiczny. Skrajny indywidualizm „samochodziarzy” kontra wartości społeczne „tramwajarzy”. Ludzie chętnie przesiądą się z samochodów do transportu publicznego o ile uznają, że będzie warto. Przesłanki są proste: ma być konkurencyjnie cenowo, szybko, z dużą częstotliwością, czysto i bezpiecznie. Alternatywą dla samochodu nigdy nie będzie autobus, który ma te same wady co auto, będąc pozbawionym jego zalet. W nowoczesnych krajach rozwija się transport szynowy: pociągi, metro, tramwaje. Nawet oporni Amerykanie powoli przywracają i pociągi i tramwaje do łask widząc, że możliwości rozwoju infrastruktury drogowej się skończyły – często nie ma już na nią miejsca.

Szansa Olsztyna, który odważnie korzysta z funduszy unijnych jest ogromna. Wierzę, że tramwaj odniesie spektakularny sukces i zamknie usta wszystkim oponentom. Sam się do niego przesiądę z wielką radością.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.