Na Obiegowej ziemię drą, ale FCC to chyba nie uratuje.

Poniższe zdjęcia dokumentują co się dzieje na budowie najnowszego odcinka na Obiegowej. Zdarto wierzchnią warstwę. Koparki jeżdżą, wywrotek kilka też widziałem i chyba nawet jeden czy dwa buldożery. Napisałbym, że nie ma co się czepiać, że mało sił i środków, ale się rozkręci. Wiedząc jednak jak się „rozkręca” od marca na Płoskiego i od blisko miesiąca na Tuwima to już nie mam argumentów, żeby napisać o wykonawcy cokolwiek pozytywnego.

Jest już absolutnie jasne, że z FCC kontrakt trzeba będzie zerwać. Firma ta właśnie zrezygnowała z realizacji dużego kontraktu drogowego pod Szczuczynem. Pewnikiem mieli problem z wymówieniem nazwy miejscowości i stąd te wszystkie problemy :D.

Dla władz Olsztyna to jasny sygnał, że firma jest mało wiarygodna, że gra na zwłokę i mówiąc nieelegancko wali w ch… Pytanie do prezydenta Grzymowicza jest proste: Czy będzie znowu spotykał się nie wiadomo z kim ważnym z zarządu FCC i przyjmował potulnie nowe harmonogramy, których wartość jest równa rolce papieru toaletowego, a może i mniejsza, czy wreszcie zrobi coś co jest bolesne, coś co w pewnym sensie jest przyznaniem się do porażki, ale minimalizuje straty: sprzeda hiszpańskim kołkom potężnego, siarczystego kopa w dupę.

To będzie równoznaczne z pogodzeniem się oficjalnie, że nastąpi poważna obsuwa w inwestycji, ale jak już pisałem: mleko się rozlało i trzeba by nie narobiło więcej szkód.  Nowy, wiarygodny wykonawca może sporo nadrobić i jeśli ten konieczny ruch zrobi się teraz to ogólne opóźnienie nie musi być ogromne. Hiszpanie z FCC tego nie zrobią. Po wpadce pod Szczuczynem liczba potencjalnych podwykonawców chcących wchodzić z nimi w relacje z pewnością jeszcze zmalała.

Nie mam już złudzeń co do kondycji FCC i ich możliwości. Dzisiejsza zapowiadana w mediach wizyta jakiegoś bardzo-ważnego-prezesa-FCC w ratuszu niczego nie zmieni. To kolejne mydlenie oczu i próba odsunięcia w czasie tego co nieuniknione. Jedyny maleńki cień szansy jaki mi się rysuje to to, że owa głośna wtopa z GDDKiA sprawi, że u najwyższej wierchuszki FCC zapali się wielka czerwona, ostrzegawcza lampka, która uzmysłowi im, że straty wizerunkowe po zerwaniu umowy w Olsztynie mogą być znaczące i widoczne nie tylko w Polsce, ale i całej Europie. Mała to nadzieja, ale zawsze.

Z pewnością cena, którą zaproponowało FCC jest o wiele za niska i za tyle zbudować nie dadzą rady. Na miejscu podwykonawców kazałbym sobie takiej niepewnej firmie płacić sowite zaliczki zanim wbiłbym łopatę w ziemię. Jeśli FCC na zaliczki nie stać to czas ustąpić miejsca komu innemu. Pech chce, że tego typu inwestycja jest cholernie widoczna, roboty ciągną się wzdłuż ruchliwych ciągów komunikacyjnych, na powierzchni. Całe miasto na bieżąco widzi co się robi, a czego nie. Niczego nie da się tu zbumelować czy udawać. Tysiące Olsztyniaków widzi w każdej chwili jak się robotnicy i inżynierowie przykładają do pracy i jaki jest postęp. To co się dzieje od marca woła o pomstę do nieba.

Nie ma już na co czekać. Kolejnego triumfalnego obwieszczenia w lokalnej prasie pt. „Mamy nowy harmonogram prac!” już nie zdzierżę.

 

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.