Tramwaj gdański ma się nieźle.

Jako, że kwestia olsztyńskiej budowy na parę miesięcy musi zejść na plan dalszy wracam do źródeł czyli z wirtualnego olsztyńskiego tramwajowa do takiego rzeczywistego :). Jako, że ostatnio gościłem w Trójmieście pomyślałem, że warto poświęcić wreszcie wpis tramwajom jeżdżącym najbliżej polskiego morza. W tym roku tramwaje nad Motławą i Wisłą przeżywają swoje 14o lecie i 117 lecie elektryfikacji. Nie będę tu jednak rozpisywał się na temat rysu historycznego, o tym możecie sobie poczytać na stronie gdańskiego ZTM TUTAJ. Tymczasem to na co zwróciłem szczególną uwagę to zdecydowana poprawa jakości taboru, który nie straszy już rozklekotanymi 105tkami, choć w formie zmodernizowanej są one wciąż obecne na gdańskich torach. Wedle tego co jest w wikipedii wciąż w eksploatacji jest ponad 30 składów popularnych 105tek. Ja jednak żadnej nie widziałem, a wypatrywałem najbardziej charakterystycznego obrazka z tramwajowego Gdańska czyli tego:

Jeśli ktoś się orientuje czy klasyczne trójczłonowce  takie jak na zdjęciu jeszcze się w Gdańsku pojawiają proszę o info. Tymczasem EURO 2012 i rządy Gdańszczan D. Tuska i S. Nowaka sprawiły, że miasto dostało niespotykanego w historii inwestycyjnego kopa. Wysyp nowych, dróg, obwodnic jest imponujący. W budowie jest kolej metropolitarna, tunel pod Martwą Wisłą, a w takich warunkach nie mogło zabraknąć i inwestycji w ulubionym przez nas wszystkich transporcie tramwajowym. O ile do roku 2010 niskopodłogowce wciąż były raczej ciekawostką i po mieście jeździły pojedyncze sztuki Alstomów NGd99 i Bombardierów NGT6 to wszystko zmienił przetarg na dostawę nowych tramwajów PESA 120 Na w ilości 35 sztuk,oraz 47 używanych składów Duewag N8C-NF, które zakupiono w Dortmundzie, a następnie zmodernizowano w poznańskim Modetransie. A oto upolowane przez mnie własnoręcznie dorodne sztuki tychże modeli (Zdjęcia z 5 sierpnia):

PESA 120 NA na ulicach Gdańska. W tle budowa najwyższego od lat 19 piętrowego biurowca w Trójmieście – Neptun, który na zdjęciu osiągnął  już docelową wysokość – 85 metrów.

Skład Duewag N8C – NF. W tle nowa, efektowna estakada w ciągu ulicy Kościuszki  prowadzącej prosto do lotniska w Rębiechowie nad al. Grunwaldzką.

Ponad 80 składów nowych tramwajów na raptem 12 linii i około 52 kilometrów tras musiało diametralnie odmienić obraz gdańskiego transportu tramwajowego i odmieniło co każdy postronny obserwator może dostrzec bez trudu. Stolica Pomorza ma chyba w tym momencie procentowo najnowocześniejszy tabor i zdystansowało dotychczasowego lidera w tym zakresie Warszawę. Obecny układ tras tramwajowych wygląda następująco:

Podobnie jak to ma miejsce w większości innych tramwajowych miast w Polsce sieć się rozbudowuje. Już jesienią ruszy budowa nowej 3,6 kilometrowej trasy na Piecki Migowo, a ma zakończyć się  w 2015. Więcej o tym TUTAJ. 

P.S. Wybaczcie czcionkowy chaos, ale w żaden sposób tego dziadostwa nie idzie opanować.

Rozgrzebali, zostawili i co dalej?

To trudny moment nie tylko dla Grzymowicza i jego ekipy, ale i dla wszystkich entuzjastów miejskiego transportu szynowego. Projekt tramwajowy jest na ostrym zakręcie. Do końca tego roku już na placach budów niemal na pewno nic się nie wydarzy. Będzie inwentaryzacja, a potem rozpisywanie nowych przetargów. Czy ratuszowi urzędnicy się czegoś nauczyli? Czy tym razem wybiorą lepiej? Nad projektem zbierają się czarne chmury, maleje i tak niskie poparcie dla tej inwestycji. W portalach branżowych pojawiają się informacje, że projekt będzie opóźniony nie o miesiące, a o całe lata. Pesymizm w takiej sytuacji jest naturalny, ale czy jest sens się w tym całkiem zanurzać? Jeśli czytam, na INFOTRAM, że jak dobrze pójdzie to tramwaje pojadą w 2016, a najpewniej będzie to 2017 lub 2018 to rzeczywiście robi się niemiło.

Myślę jednak, że jeszcze nie ma powodu, żeby rysować aż tak dalece pesymistyczne scenariusze. Wierzę, że prace zostaną wznowione wiosną 2014 roku i będą prowadzone bardzo intensywnie. Tramwaj to nie metro, a lekko pagórkowaty Olsztyn to nie skalisty Nowy Jork. Tę robotę naprawdę da się wykonać w kilkanaście miesięcy tylko trzeba do niej się dobrze przygotować. Myślę, że zarzuty FCC wobec ratusza są w jakiejś części uzasadnione. Urzędnicy wciąż grzebali w projekcie, wciąż coś zmieniali. To trochę niepoważne, na tym etapie wszystko powinno być już zapięte na ostatni guzik, a ewentualne korekty niewielkie i naprawdę uzasadnione okolicznościami, o których urzędnicy mogli wcześniej nie wiedzieć.

Wciąż zmieniająca się decyzja o lokalizacji ostatniego przystanku odnogi na Stare Miasto czy lekceważone protesty mieszkańców Kościuszki i bloków przy ul. Witosa i Sikorskiego nie poprawiają sytuacji. Widać wyraźnie, że inwestycji brak dobrego PRu. Inżynier kontraktu powinien móc skupić się na samym projekcie i kontaktach z wykonawcą, od kontaktów z mediami przy tak znaczącej i kluczowej dla miasta inwestycji powinien być oddelegowany specjalny rzecznik, ktoś kto jest blisko całej inwestycji „od środka”, a jego zadaniem jest kontakt z mediami i docieranie z informacją o przebiegu inwestycji do mieszkańców.

Postuluję postawienie obok ratusza specjalnego tymczasowego pawilonu. Powinny się tam znaleźć szczegółowe wizualizacje, prospekty, mapki, ulotki, świetna by była jakaś makieta i kompetentny człowiek, który odpowiadałby na nurtujące ludzi pytania. Grzymowicz musi wyjść z tematem tramwajów do ludzi! Odpowiedzieć marudzącym, skamlącym forumowy trollom z gazetaolsztynska.pl i rozsiewającym kłamliwe plotki po mieście przeciwnikom politycznym, że temat przeżywa trudności, ale jest jak najbardziej aktualny. To wszystko musi być transparentne! Aspekty techniczne, wykonawcze. Ludzie są tego naprawdę ciekawi!

Ja sam, a bardzo się tematem zajmuję, wciąż nie wiem dlaczego tramwaj wzdłuż ulicy Sikorskiego nie może być poprowadzony pasem zieleni między pasami? Dlaczego wybrano ostatecznie wąską ulicę Kościuszki, a nie szeroką Dworcową dla poprowadzenia głównej, pierwszej linii? Czy przeniesienie zajezdni autobusowej na Sikorskiego, i robienie bazy tramwajowej w obecnej lokalizacji dla autobusów na Towarowej to na pewno racjonalny pomysł? Nie chodzi już o to, żeby się z czegoś wycofywać, żeby wciąż babrać się w planach, chodzi o to by dowieść mieszkańcom Olsztyna, że projektem tramwajowym zajmowali się kompetentni ludzie, którzy potrafią bronić swoich decyzji.

Brak sensownej polityki informacyjnej może być gwoździem do politycznej trumny obecnej władzy w olsztyńskim ratuszu. Referendum wisi na włosku, a temat tramwajów jest gorący i niepopularny jednocześnie. Czy Grzymowicz nie powinien mieć gotowej odpowiedzi dla zarzutów, że tramwaje to nie jest wymysł, realizacja chłopięcej fascynacji kolejkami, a odważny i mądry zarazem pomysł na radykalne poprawienie jakości transportu zbiorowego w Olsztynie? Tajemnicą poliszynela jest, że dla olsztyńskiego ratusza, a przynajmniej dużej części urzędników te tramwaje to wrzód na tyłku. To wielkie wyzwanie, a jak ktoś jest gnuśny, nie lubi się uczyć, nie jest wnikliwy wtedy nie ma wątpliwości, że temat go przerośnie. Czy Grzymowicz będzie miał jaja, żeby osobom odpowiedzialnym za fiasko współpracy z FCC we własnych szeregach podziękować za współpracę? Podobno podjęto decyzję o tej strategicznej inwestycji tylko dlatego, że istnieje paląca potrzeba budowy ul. Obiegowej, na którą samą UE nie chciała się dołożyć. Podobno tramwaje podpięto pod tę inwestycję jakby to był jakiś drobiazg, nie przewidując, że wtedy jej skala rozrasta się do ogromnych rozmiarów i dotyka rozległych obszarów w całym mieście. Podobno. Za dużo tych spekulacji, które rodzą się wtedy jak ratusz komunikuje się ze społeczeństwem tylko za pośrednictwem lakonicznych prasowych notek.

Może rzeczywiście tak jest, że te tramwaje to niechciane dziecko, taki podrzutek brukselskiej biurokracji, ale przecież nie wszystko co się rodzi w trzewiach unijnej nomenklatury to bzdura. Jednak płynie stamtąd do Polski od lat pokaźny zastrzyk pieniędzy i jak pokazuje praktyka są one wydawane znacznie racjonalnej niż np. w Hiszpanii, gdzie pobudowano masę nikomu niepotrzebnych lotnisk, a nawet autostrad. Tak apropo czy nie powinno stać się to memento dla marszałka Protasa? Czy problemy pobliskiego Modlina nie dają mu do myślenia? Jestem bardzo proinwestycyjny, ale Szymany uważam za pomysł zupełnie niedorzeczny, ale to temat na inny felieton.

Są za to tramwaje (na razie wirtualne), rozpoczęta budowa i masa niezadowolonych Olsztynian, których nikt nie potrafił natchnąć nową, motywującą wizją. Trzeba to jak najszybciej zmienić! Ów pawilon o którym wspominałem powinien żyć, być miejscem gdzie spotykają się zwolennicy, ale i przeciwnicy powrotu tramwajów do Olsztyna. To miejsce powinno być pełne materiałów audiowizualnych i w formie ulotek, które zbijają najpopularniejsze zarzuty przeciwników inwestycji. Trzeba przede wszystkim tramwaje odpolitycznić. To nie jest pomnik Grzymowicza, choć rzecz jasna powodzenie projektu zapisze się na jego konto, to dalekosiężny, ambitny projekt, który będzie miał znaczący wpływ na rozwój miasta w nadchodzących dekadach.

A poniżej świeże zdjęcie z miejsca gdzie inwestycja jest najbardziej spektakularna, miejsce gdzie powstanie pierwsze w Olsztynie dwupoziomowe skrzyżowanie. Kiedy tam wrócą robotnicy? Trzymajmy kciuki, żeby jak najszybciej.

SKRZYŻOWANIE OBIEGOWEJ I ŻOŁNIERSKIEJ 17 SIERPnia 2013

wydarzy

Nie Hiszpany winne tramwajowej mañany. Ponoć ratuszowe urzędasy nam to zrobiły.

Chłopaki z FCC wreszcie dali głos. Wysmarowali oświadczenie do mediów, przedstawili swój punkt widzenia. Śmierdzi niewiarygodnością od tych smutnych wypocin na kilometry całe. Winny ratusz, bo wciąż zmian chciał, bo ingerował, zmieniał, opóźniał projektowanie, etc. etc. Może to i w jakiejś części prawda. Tyle, że co to zmienia w stosunku do obrazu robót jakie były prowadzone na zatwierdzonych już odcinkach? Wszyscy widzieli żenujący stosunek hiszpańskiego wykonawcy. Budowanie kilkusetmetrowego odcinka torowiska przy użyciu średnio 3 – 5 robotników i koparki pracujących od 8 do 16tej. Znikome postępy mimo dobrej pogody i upływających tygodni. FCCowcy co rusz „zapewniali”, „obiecywali”, „mobilizowali się” „przedstawiali nowe harmonogramy”. Wszystko to było jedno wielkie kłamstwo. Podwykonawców brakowało, bo i kto chciałby z takimi cwaniaczkami współpracować?

FCC nagle uczyniło łaskę nam maluczkim i wydało oświadczenie po tym jak dostało kopa w swoje leniwe, zakłamane dupsko. Wcześniej jakoś nie czuło takiej potrzeby mimo, że w mediach huczało od niezadowolenia z powodu rosnących opóźnień. Nie wybielam ratuszowych. Oni też dali plamę i wykazywali się i nadal wykazują niezdecydowaniem i ignorancją, tyle, że to w żaden sposób nie tłumaczy organizacji pracy i zwodzenia ze strony FCC. Ta firma jest zwyczajnie niewiarygodna. Możemy się domyślać dlaczego tak fatalnie się zaprezentowała w Olsztynie. Pewnie wysłała najzdolniejszych i najbardziej zmotywowanych inżynierów na bardziej intratne kontrakty w świat, a do prowincjonalnego miasta w prowincjonalnym kraju oddelegowała kilku skończonych kretynów, gnuśnych bubków co myśleli, że trafili do dziczy i mogą palić wobec tubylców bezkarnie głupa. Może nie ma sensu snuć teorii spiskowych bo przecież byłoby bez sensu gdyby wykonawca z góry chciał kontrakt spieprzyć, prawda?

Myślę, że teoria o bandzie hiszpańskich nieudaczników, nieuków i partaczy jest najbardziej prawdopodobna. Olsztyn miał pecha, że wysłano ludzi tępych, nie mających za grosz szacunku do lokalnych uwarunkowań i prawa, nie potrafiących współpracować z tłumaczami, podwykonawcami i zamawiającym. FCC olewało pogróżki Grzymowicza bo czuło się pewne, że prezydent tak czy owak nie będzie miało jaj, żeby taką trudną decyzję podjąć. A jednak! Grzymowicz popełnia mnóstwo błędów, ale teraz w tej sytuacji warto być z nim, trzymać jego stronę, bo on reprezentuje nasze miasto! Wierzę, że ponosi zdecydowanie mniejszą część winy całej tej sytuacji. Mam nadzieję, że wybuchnie wielka awantura przed Komisją Europejską i FCC odniesie wizerunkową klęskę.

Podsumowując tłumaczenia FCC, które opublikowano w mediach są jedynie rozpaczliwą próbą uratowania 25 milionowego wadium. Wierzę, że się srogo przeliczą, a po tym co odstawili w Olsztynie na zawsze znikną z polskiego rynku. Adios cabrones!

FCC kopnięte w tyłek. Sezon budowlany zmarnowany.

Czy się cieszyć? W końcu oszuści z FCC zostali oficjalnie wilczy bilet. Zasługiwali na niego już w maju, ale Grzymowicz wolał karmić mieszkańców złudzeniami. To nie jest jeszcze klęska projektu tramwajowego, ale bez wątpienia obsuwa będzie znaczna, co najmniej roczna. Bo trzeba uczynić zadość wykwitom prawnym spłodzonym na wiejskiej i zaczynać od początku przetargową kołomyję. Bo rozgrzebane ulice, zmarnowane pieniądze to nie jest najgorsze co może się stać. Najgorsze jakby zlecenie dostał jakiś miejscowy przedsiębiorca – pociotek ratuszowych. To by była zgroza i skaranie boskie. Przecież olsztyńscy budowlańcy to partacze, kawałka szyny prosto nie położą. Taki to patriotyzm lokalny panuje na olsztyńskich forach internetowych. Tu trzeba jakichś specjalistów zagramanicznych. Ci hiszpańscy byli tak specjalistyczni, że z rozpędu się za metro w Arabii Saudyjskiej wzięli wyrażając tym samym pogardę do olsztyńskiego transportu szynowego.

Trzeba będzie poszukać koniecznie kolejnych magików „z doświadczeniem w realizacji zaawansowanych projektów infrastrukturalnych”. Lękam się, że zostaną popełnione te same błędy, że wybierze się jakichś kolejnych hochsztaplerów byle się do tego czy owego urzędaska nie czepnął ktoś, że durnowatej ustawie w jakimkolwiek punkcie uchybia. Problem jest w mentalności. Polscy urzędnicy traktują realizację ustaw i praw jako cel sam w sobie. Wedle ich wizji świata nie chodzi tu o zbudowanie tras tramwajowych tylko o „przeprowadzenie postępowania przetargowego prawidłowo”, „o rozliczenie kolejnych transz kontraktu”, o „uprawomocnienie się decyzji środowiskowej”, etc. etc. Każdy biurokrata ma swój wycinek i może nawet realizuje go rzetelnie, tyle, że wspólnej wizji nie ma, poczucia, że działają w drużynie mającej wspólny cel.

Przypomnę: chodzi o zbudowanie tras tramwajowych w Olsztynie. Prawda?

Jeśli urzędnik to kowal, to ustawa jest młotkiem, narzędziem w jego rękach to oczekuję, że będzie się taki osobnik potrafił nim posługiwać. Czy ktokolwiek zamówiłby coś u kowala, który nieustannie narzeka, że młotek za ciężki, że mu ręce mdleją, że sobie nie radzi z narzędziami, choć chęci dobrych mu nie brak? Urzędas wywija tymi ustawami i wciąż marudzi, że nie daje rady, że za skomplikowane to wszystko, że się w tym gubi. Uważa taki urzędas, że należy go rozliczać nie z produktu finalnego – jakim jest doprowadzenie jakiejś sprawy do szczęśliwego finału, a z tego, że „Postępował zgodnie z prawem”. Samo to stwierdzenie musi urzędnika rozgrzeszać absolutnie. Z braku kompetencji, zaangażowania, inicjatywy. Pan urzędnik trzyma się sztywno instrukcji i już. A że z sztywnego trzymania się przepisów efektów pozytywnych brak to wina instrukcji a nie urzędnika.

Ta potworna mentalność siedzi w głowach olsztyńskich ratuszowych i tysięcy innych, polskich urzędników. Winne złe prawo, Sejm, Tusk. Że inni radzą sobie z tym prawem lepiej? Dla urzędników z magistratu olsztyńskiego projekt tramwajowy jest niczym misja „Apollo” dla NASA. Niewyobrażalnie skomplikowane przedsięwzięcie, dla którego trzeba całkowicie odmienić styl myślenia. Tyle, że brak jest charyzmatycznego przywódcy, który przekona do tego swoich podwładnych. Wizji celu ostatecznego nie ma. Wyrywkowe wizualizacje malowania Solarisów czy koloru tapicerek paradoksalnie tylko ten cel rozmazują. Poparcie dla projektu tramwajowego w Olsztynie już teraz jest niskie. Ludzie nie widzą tego, nie czują. Co robi Grzymowicz? Nie dociera z informacją do obywateli, nie przekonuje ich, że warto. Gada tylko banialuki do prasy, popisuje się nieudolnością. Co robią w cywilizowanym świecie przy okazji takich projektów? (Widziałem coś takiego w Alicante) Stawiają przy głównej ulicy, ruchliwym miejscu specjalny pawilon. Są tam wizualizacje, ulotki, mapki. Na bieżąco można obserwować postęp prac. Informować i o sukcesach, ale i o kłopotach w trakcie budowy. Rzetelnie, uczciwie. Tymczasem nie widziałem w mieście choćby tablicy informacyjnej. Mieszkańcom mają wystarczyć prasowe przecieki.

Dla Olsztynian tramwaje to wciąż kompletna abstrakcja. Atmosfera wokół projektu gęstnieje. Ktoś musi jasno, wyraźnie i z przekonaniem im powiedzieć, że warto się jeszcze pomęczyć, że władza „nie staje na głowie”, a rzetelnie pracuje by doprowadzić sprawę do końca. Aż boję się przewidywać co będzie dalej. Prace wkrótce całkowicie ustaną. Zacznie się kolejna runda „postępowań” i „analiz”. Potrwać to może i z pół roku, a może i dłużej. Przyjdzie zima. Wykopki przykryje śnieg.

Aby do wiosny.