Rozgrzebali, zostawili i co dalej?

To trudny moment nie tylko dla Grzymowicza i jego ekipy, ale i dla wszystkich entuzjastów miejskiego transportu szynowego. Projekt tramwajowy jest na ostrym zakręcie. Do końca tego roku już na placach budów niemal na pewno nic się nie wydarzy. Będzie inwentaryzacja, a potem rozpisywanie nowych przetargów. Czy ratuszowi urzędnicy się czegoś nauczyli? Czy tym razem wybiorą lepiej? Nad projektem zbierają się czarne chmury, maleje i tak niskie poparcie dla tej inwestycji. W portalach branżowych pojawiają się informacje, że projekt będzie opóźniony nie o miesiące, a o całe lata. Pesymizm w takiej sytuacji jest naturalny, ale czy jest sens się w tym całkiem zanurzać? Jeśli czytam, na INFOTRAM, że jak dobrze pójdzie to tramwaje pojadą w 2016, a najpewniej będzie to 2017 lub 2018 to rzeczywiście robi się niemiło.

Myślę jednak, że jeszcze nie ma powodu, żeby rysować aż tak dalece pesymistyczne scenariusze. Wierzę, że prace zostaną wznowione wiosną 2014 roku i będą prowadzone bardzo intensywnie. Tramwaj to nie metro, a lekko pagórkowaty Olsztyn to nie skalisty Nowy Jork. Tę robotę naprawdę da się wykonać w kilkanaście miesięcy tylko trzeba do niej się dobrze przygotować. Myślę, że zarzuty FCC wobec ratusza są w jakiejś części uzasadnione. Urzędnicy wciąż grzebali w projekcie, wciąż coś zmieniali. To trochę niepoważne, na tym etapie wszystko powinno być już zapięte na ostatni guzik, a ewentualne korekty niewielkie i naprawdę uzasadnione okolicznościami, o których urzędnicy mogli wcześniej nie wiedzieć.

Wciąż zmieniająca się decyzja o lokalizacji ostatniego przystanku odnogi na Stare Miasto czy lekceważone protesty mieszkańców Kościuszki i bloków przy ul. Witosa i Sikorskiego nie poprawiają sytuacji. Widać wyraźnie, że inwestycji brak dobrego PRu. Inżynier kontraktu powinien móc skupić się na samym projekcie i kontaktach z wykonawcą, od kontaktów z mediami przy tak znaczącej i kluczowej dla miasta inwestycji powinien być oddelegowany specjalny rzecznik, ktoś kto jest blisko całej inwestycji „od środka”, a jego zadaniem jest kontakt z mediami i docieranie z informacją o przebiegu inwestycji do mieszkańców.

Postuluję postawienie obok ratusza specjalnego tymczasowego pawilonu. Powinny się tam znaleźć szczegółowe wizualizacje, prospekty, mapki, ulotki, świetna by była jakaś makieta i kompetentny człowiek, który odpowiadałby na nurtujące ludzi pytania. Grzymowicz musi wyjść z tematem tramwajów do ludzi! Odpowiedzieć marudzącym, skamlącym forumowy trollom z gazetaolsztynska.pl i rozsiewającym kłamliwe plotki po mieście przeciwnikom politycznym, że temat przeżywa trudności, ale jest jak najbardziej aktualny. To wszystko musi być transparentne! Aspekty techniczne, wykonawcze. Ludzie są tego naprawdę ciekawi!

Ja sam, a bardzo się tematem zajmuję, wciąż nie wiem dlaczego tramwaj wzdłuż ulicy Sikorskiego nie może być poprowadzony pasem zieleni między pasami? Dlaczego wybrano ostatecznie wąską ulicę Kościuszki, a nie szeroką Dworcową dla poprowadzenia głównej, pierwszej linii? Czy przeniesienie zajezdni autobusowej na Sikorskiego, i robienie bazy tramwajowej w obecnej lokalizacji dla autobusów na Towarowej to na pewno racjonalny pomysł? Nie chodzi już o to, żeby się z czegoś wycofywać, żeby wciąż babrać się w planach, chodzi o to by dowieść mieszkańcom Olsztyna, że projektem tramwajowym zajmowali się kompetentni ludzie, którzy potrafią bronić swoich decyzji.

Brak sensownej polityki informacyjnej może być gwoździem do politycznej trumny obecnej władzy w olsztyńskim ratuszu. Referendum wisi na włosku, a temat tramwajów jest gorący i niepopularny jednocześnie. Czy Grzymowicz nie powinien mieć gotowej odpowiedzi dla zarzutów, że tramwaje to nie jest wymysł, realizacja chłopięcej fascynacji kolejkami, a odważny i mądry zarazem pomysł na radykalne poprawienie jakości transportu zbiorowego w Olsztynie? Tajemnicą poliszynela jest, że dla olsztyńskiego ratusza, a przynajmniej dużej części urzędników te tramwaje to wrzód na tyłku. To wielkie wyzwanie, a jak ktoś jest gnuśny, nie lubi się uczyć, nie jest wnikliwy wtedy nie ma wątpliwości, że temat go przerośnie. Czy Grzymowicz będzie miał jaja, żeby osobom odpowiedzialnym za fiasko współpracy z FCC we własnych szeregach podziękować za współpracę? Podobno podjęto decyzję o tej strategicznej inwestycji tylko dlatego, że istnieje paląca potrzeba budowy ul. Obiegowej, na którą samą UE nie chciała się dołożyć. Podobno tramwaje podpięto pod tę inwestycję jakby to był jakiś drobiazg, nie przewidując, że wtedy jej skala rozrasta się do ogromnych rozmiarów i dotyka rozległych obszarów w całym mieście. Podobno. Za dużo tych spekulacji, które rodzą się wtedy jak ratusz komunikuje się ze społeczeństwem tylko za pośrednictwem lakonicznych prasowych notek.

Może rzeczywiście tak jest, że te tramwaje to niechciane dziecko, taki podrzutek brukselskiej biurokracji, ale przecież nie wszystko co się rodzi w trzewiach unijnej nomenklatury to bzdura. Jednak płynie stamtąd do Polski od lat pokaźny zastrzyk pieniędzy i jak pokazuje praktyka są one wydawane znacznie racjonalnej niż np. w Hiszpanii, gdzie pobudowano masę nikomu niepotrzebnych lotnisk, a nawet autostrad. Tak apropo czy nie powinno stać się to memento dla marszałka Protasa? Czy problemy pobliskiego Modlina nie dają mu do myślenia? Jestem bardzo proinwestycyjny, ale Szymany uważam za pomysł zupełnie niedorzeczny, ale to temat na inny felieton.

Są za to tramwaje (na razie wirtualne), rozpoczęta budowa i masa niezadowolonych Olsztynian, których nikt nie potrafił natchnąć nową, motywującą wizją. Trzeba to jak najszybciej zmienić! Ów pawilon o którym wspominałem powinien żyć, być miejscem gdzie spotykają się zwolennicy, ale i przeciwnicy powrotu tramwajów do Olsztyna. To miejsce powinno być pełne materiałów audiowizualnych i w formie ulotek, które zbijają najpopularniejsze zarzuty przeciwników inwestycji. Trzeba przede wszystkim tramwaje odpolitycznić. To nie jest pomnik Grzymowicza, choć rzecz jasna powodzenie projektu zapisze się na jego konto, to dalekosiężny, ambitny projekt, który będzie miał znaczący wpływ na rozwój miasta w nadchodzących dekadach.

A poniżej świeże zdjęcie z miejsca gdzie inwestycja jest najbardziej spektakularna, miejsce gdzie powstanie pierwsze w Olsztynie dwupoziomowe skrzyżowanie. Kiedy tam wrócą robotnicy? Trzymajmy kciuki, żeby jak najszybciej.

SKRZYŻOWANIE OBIEGOWEJ I ŻOŁNIERSKIEJ 17 SIERPnia 2013

wydarzy

Nie Hiszpany winne tramwajowej mañany. Ponoć ratuszowe urzędasy nam to zrobiły.

Chłopaki z FCC wreszcie dali głos. Wysmarowali oświadczenie do mediów, przedstawili swój punkt widzenia. Śmierdzi niewiarygodnością od tych smutnych wypocin na kilometry całe. Winny ratusz, bo wciąż zmian chciał, bo ingerował, zmieniał, opóźniał projektowanie, etc. etc. Może to i w jakiejś części prawda. Tyle, że co to zmienia w stosunku do obrazu robót jakie były prowadzone na zatwierdzonych już odcinkach? Wszyscy widzieli żenujący stosunek hiszpańskiego wykonawcy. Budowanie kilkusetmetrowego odcinka torowiska przy użyciu średnio 3 – 5 robotników i koparki pracujących od 8 do 16tej. Znikome postępy mimo dobrej pogody i upływających tygodni. FCCowcy co rusz „zapewniali”, „obiecywali”, „mobilizowali się” „przedstawiali nowe harmonogramy”. Wszystko to było jedno wielkie kłamstwo. Podwykonawców brakowało, bo i kto chciałby z takimi cwaniaczkami współpracować?

FCC nagle uczyniło łaskę nam maluczkim i wydało oświadczenie po tym jak dostało kopa w swoje leniwe, zakłamane dupsko. Wcześniej jakoś nie czuło takiej potrzeby mimo, że w mediach huczało od niezadowolenia z powodu rosnących opóźnień. Nie wybielam ratuszowych. Oni też dali plamę i wykazywali się i nadal wykazują niezdecydowaniem i ignorancją, tyle, że to w żaden sposób nie tłumaczy organizacji pracy i zwodzenia ze strony FCC. Ta firma jest zwyczajnie niewiarygodna. Możemy się domyślać dlaczego tak fatalnie się zaprezentowała w Olsztynie. Pewnie wysłała najzdolniejszych i najbardziej zmotywowanych inżynierów na bardziej intratne kontrakty w świat, a do prowincjonalnego miasta w prowincjonalnym kraju oddelegowała kilku skończonych kretynów, gnuśnych bubków co myśleli, że trafili do dziczy i mogą palić wobec tubylców bezkarnie głupa. Może nie ma sensu snuć teorii spiskowych bo przecież byłoby bez sensu gdyby wykonawca z góry chciał kontrakt spieprzyć, prawda?

Myślę, że teoria o bandzie hiszpańskich nieudaczników, nieuków i partaczy jest najbardziej prawdopodobna. Olsztyn miał pecha, że wysłano ludzi tępych, nie mających za grosz szacunku do lokalnych uwarunkowań i prawa, nie potrafiących współpracować z tłumaczami, podwykonawcami i zamawiającym. FCC olewało pogróżki Grzymowicza bo czuło się pewne, że prezydent tak czy owak nie będzie miało jaj, żeby taką trudną decyzję podjąć. A jednak! Grzymowicz popełnia mnóstwo błędów, ale teraz w tej sytuacji warto być z nim, trzymać jego stronę, bo on reprezentuje nasze miasto! Wierzę, że ponosi zdecydowanie mniejszą część winy całej tej sytuacji. Mam nadzieję, że wybuchnie wielka awantura przed Komisją Europejską i FCC odniesie wizerunkową klęskę.

Podsumowując tłumaczenia FCC, które opublikowano w mediach są jedynie rozpaczliwą próbą uratowania 25 milionowego wadium. Wierzę, że się srogo przeliczą, a po tym co odstawili w Olsztynie na zawsze znikną z polskiego rynku. Adios cabrones!

FCC kopnięte w tyłek. Sezon budowlany zmarnowany.

Czy się cieszyć? W końcu oszuści z FCC zostali oficjalnie wilczy bilet. Zasługiwali na niego już w maju, ale Grzymowicz wolał karmić mieszkańców złudzeniami. To nie jest jeszcze klęska projektu tramwajowego, ale bez wątpienia obsuwa będzie znaczna, co najmniej roczna. Bo trzeba uczynić zadość wykwitom prawnym spłodzonym na wiejskiej i zaczynać od początku przetargową kołomyję. Bo rozgrzebane ulice, zmarnowane pieniądze to nie jest najgorsze co może się stać. Najgorsze jakby zlecenie dostał jakiś miejscowy przedsiębiorca – pociotek ratuszowych. To by była zgroza i skaranie boskie. Przecież olsztyńscy budowlańcy to partacze, kawałka szyny prosto nie położą. Taki to patriotyzm lokalny panuje na olsztyńskich forach internetowych. Tu trzeba jakichś specjalistów zagramanicznych. Ci hiszpańscy byli tak specjalistyczni, że z rozpędu się za metro w Arabii Saudyjskiej wzięli wyrażając tym samym pogardę do olsztyńskiego transportu szynowego.

Trzeba będzie poszukać koniecznie kolejnych magików „z doświadczeniem w realizacji zaawansowanych projektów infrastrukturalnych”. Lękam się, że zostaną popełnione te same błędy, że wybierze się jakichś kolejnych hochsztaplerów byle się do tego czy owego urzędaska nie czepnął ktoś, że durnowatej ustawie w jakimkolwiek punkcie uchybia. Problem jest w mentalności. Polscy urzędnicy traktują realizację ustaw i praw jako cel sam w sobie. Wedle ich wizji świata nie chodzi tu o zbudowanie tras tramwajowych tylko o „przeprowadzenie postępowania przetargowego prawidłowo”, „o rozliczenie kolejnych transz kontraktu”, o „uprawomocnienie się decyzji środowiskowej”, etc. etc. Każdy biurokrata ma swój wycinek i może nawet realizuje go rzetelnie, tyle, że wspólnej wizji nie ma, poczucia, że działają w drużynie mającej wspólny cel.

Przypomnę: chodzi o zbudowanie tras tramwajowych w Olsztynie. Prawda?

Jeśli urzędnik to kowal, to ustawa jest młotkiem, narzędziem w jego rękach to oczekuję, że będzie się taki osobnik potrafił nim posługiwać. Czy ktokolwiek zamówiłby coś u kowala, który nieustannie narzeka, że młotek za ciężki, że mu ręce mdleją, że sobie nie radzi z narzędziami, choć chęci dobrych mu nie brak? Urzędas wywija tymi ustawami i wciąż marudzi, że nie daje rady, że za skomplikowane to wszystko, że się w tym gubi. Uważa taki urzędas, że należy go rozliczać nie z produktu finalnego – jakim jest doprowadzenie jakiejś sprawy do szczęśliwego finału, a z tego, że „Postępował zgodnie z prawem”. Samo to stwierdzenie musi urzędnika rozgrzeszać absolutnie. Z braku kompetencji, zaangażowania, inicjatywy. Pan urzędnik trzyma się sztywno instrukcji i już. A że z sztywnego trzymania się przepisów efektów pozytywnych brak to wina instrukcji a nie urzędnika.

Ta potworna mentalność siedzi w głowach olsztyńskich ratuszowych i tysięcy innych, polskich urzędników. Winne złe prawo, Sejm, Tusk. Że inni radzą sobie z tym prawem lepiej? Dla urzędników z magistratu olsztyńskiego projekt tramwajowy jest niczym misja „Apollo” dla NASA. Niewyobrażalnie skomplikowane przedsięwzięcie, dla którego trzeba całkowicie odmienić styl myślenia. Tyle, że brak jest charyzmatycznego przywódcy, który przekona do tego swoich podwładnych. Wizji celu ostatecznego nie ma. Wyrywkowe wizualizacje malowania Solarisów czy koloru tapicerek paradoksalnie tylko ten cel rozmazują. Poparcie dla projektu tramwajowego w Olsztynie już teraz jest niskie. Ludzie nie widzą tego, nie czują. Co robi Grzymowicz? Nie dociera z informacją do obywateli, nie przekonuje ich, że warto. Gada tylko banialuki do prasy, popisuje się nieudolnością. Co robią w cywilizowanym świecie przy okazji takich projektów? (Widziałem coś takiego w Alicante) Stawiają przy głównej ulicy, ruchliwym miejscu specjalny pawilon. Są tam wizualizacje, ulotki, mapki. Na bieżąco można obserwować postęp prac. Informować i o sukcesach, ale i o kłopotach w trakcie budowy. Rzetelnie, uczciwie. Tymczasem nie widziałem w mieście choćby tablicy informacyjnej. Mieszkańcom mają wystarczyć prasowe przecieki.

Dla Olsztynian tramwaje to wciąż kompletna abstrakcja. Atmosfera wokół projektu gęstnieje. Ktoś musi jasno, wyraźnie i z przekonaniem im powiedzieć, że warto się jeszcze pomęczyć, że władza „nie staje na głowie”, a rzetelnie pracuje by doprowadzić sprawę do końca. Aż boję się przewidywać co będzie dalej. Prace wkrótce całkowicie ustaną. Zacznie się kolejna runda „postępowań” i „analiz”. Potrwać to może i z pół roku, a może i dłużej. Przyjdzie zima. Wykopki przykryje śnieg.

Aby do wiosny.

FCC dalej zwodzi. Miasto nie reaguje.

Wreszcie porcja nowych zdjęć. Odwiedziłem wszystkie place budów, ale na Płoskiego i Tuwima nie robiłem już nawet zdjęć. Na tej pierwszej ulicy przez 6 ostatnich tygodni postępem jest ubicie nieco piasku na odcinku od zakrętu do Wilczyńskiego i rozpoczęcie układania krawężników z drugiej strony przyszłego torowiska. Od początku zaangażowanie jest takie samo: 5ciu, 6ciu robotników z czego akurat gdy ich obserwuję pracuje co najwyżej dwóch. Czasem jeszcze leniwie macha łyżką koparka, albo dostojnie toczy się walec. Palcem nie tknięto odcinka najdalej wysuniętego w kierunku Witosa. A na Tuwima? Zrobiono głęboki wykop na odcinku (i to nie całym) 0d Sikorskiego do Wawrzyczka. Coś się jeszcze dzieje w okolicach basenu uniwersyteckiego i chyba jeszcze przy Łynie kierują ścieżkę rowerową na stary most. Postęp prac tutaj jest procentowo od mojej ostatniej wizyty z pewnością większy, ale to wciąż „głęboki las” wstępnych prac ziemnych.

Idźmy dalej. Poniżej porcja zdjęć z Obiegowej. Trwa rycie w glebie. Zważywszy na rozległość obszaru i ilość ziemi do wywiezienia zaangażowanie sił i środków jest bardzo małe, co zresztą widać na zdjęciach. (Robiłem je między 13tą a 17tą). Szumne zapowiedzi o całodobowej aktywności robotników na Obiegowej to są chyba jakieś żarty.

Odcinek w okolicach SANEPIDu koło godziny 13:00. Żeby nikt nie gadał, że nic się nie dzieje. Owszem dzieje się. Ale wystarczy zerknąć na budowę Galerii Warmińskiej by zobaczyć jak wygląda plac wielkiej budowy gdy wykonawcy zależy na jak najszybszym ukończeniu prac. co tutaj mamy? Wywrotkę i koparkę.

Ta sama koparka kilkanaście minut później, ale towarzyszą już jej dwie wywrotki.

Kawałek dalej w kierunku Żołnierskiej jest jeszcze lepiej. Nie tak źle. Prawie optymizmem powiało.

A na tym odcinku łychy są aż dwie.

A tutaj w okolicach, z tego co pamiętam, godziny 17:30 Obiegowa widziana od strony ul. Piłsudskiego. „Całodobowa robota” co? Czyżbym marudził? Ile w takim razie w tym tempie może jeszcze potrwać budowa tej ulicy? 2,3 lata? O ile znowu upały, burze, śnieżyce i mrozy nie przyjdą. Matka natura strasznie nie lubi swoich dzieci – budowlańców – drogowców.

I znowu nic się nie dzieje. Tym razem na Towarowej. Fajrant? 18ta już dochodzi więc i pracować nie wypada. Przecież się nie pali.

Obrazek łudząco podobny do tego jaki pokazałem w czerwcu. Cóż przez miesiąc szczytu sezonu budowlanego dokonano w tym miejscu? Pewnie coś tam wkopano w ziemię, wysypano górkę świeżego piasku i poprzestawiano parę rur. Ja tam narzekam – laik jeden a tam ważne roboty pod ziemią robią. Próbowałem swym laickim okiem wypatrzyć co konkretnie bo kręgi od kanalizacji deszczowej wciąż zalegają na powierzchni. Może metro tam kopią?

 O tych kręgach właśnie wspominałem. Nawet jacyś ludzie na pomarańczowo ubrani się kręcili wokół nich, a jeden malował taki krąg na czarno jakąś mazią. Pewnie niedługo je wkopią, no chyba, że w październiku mróz ściśnie i wicie rozumicie zima, śnieg, trzeba będzie czekać do lata a wtedy… O ho! ho! robota będzie się im palić w rękach!

No cóż. Optymizmu żadnego w tym moim wpisie niema, wiem. I jeszcze ta awantura z budynkiem przy Jarockiej nagle wybuchła. Mieszkańcy budynku na zdjęciu poniżej ni z tego ni z owego poczuli się straszliwie zagrożeni przyszłą obecnością stalowego potwora co będzie im złowrogo i bezszelestnie ocierał się o balkony. Tak być nie może! Powstanie pole elektrostatyczne od tego tramwajowego monstrum i się gacie suszyć nie będą chcieli! Biedaczyska nic nie wiedzieli, gdzie mieszkanie kupują, co się tam planuje. Deweloper wstrętny, chciwy w pole ich wyprowadził i budynek za blisko krawędzi działki postawił. I oni będą się teraz sądzić, pienić. Jakby projekt tramwajowy nie miał już dość problemów. Gdzie się tacy ludzie rodzą? Dlaczego osiedlają się w miastach osoby z mentalnością czysto zagrodową, dla których pojęcia wspólnej przestrzeni i wspólnego dobra są czystą abstrakcją?

Kimkolwiek jesteście protestujący mieszkańcy tego bloku mam nadzieję, że słono za swoje warcholstwo i skrajny egoizm zapłacicie. Motocykle wyjące po nocy nie przeszkadzają Wam, a cichutkie tramwaje, które będą  jeździły średnio kilka razy na godzinę w obie strony Wam nie w smak. A jak już zbudują te torowiska to pewnie tyłki bezwstydnie będziecie tymi tramwajami wozić i chwalić się przed znajomymi z wiosek jaki to nowoczesny środek transportu pod Waszymi oknami się znajduje.

Kompletnie nie pojmuję jaki rozum mają ludzie, którzy sami sobie strzelają w stopy. Bliskość linii tramwajowej to ogromny atut podnoszący wartość każdej nieruchomości. Jak się komu nie podoba można mieszkano za dobrą cenę sprzedać i szukać szczęścia na Dajtkach czy w innych Dywitach. Ale dość już o tym. Na koniec niech optymizmem prawdziwym powieje.

Oto nowiutki most pod Kwidzynem. Kawał porządnej konstrukcji, który po prostu musiałem osobiście zobaczyć. Pojechałem specjalnie za Kwidzyn, żeby popatrzeć, że gdzieś się da, gdzieś można zbudować coś od A do Z. W gruncie rzeczy to najbliższy w linii prostej most na Wiśle od Olsztyna, więc jakieś znaczenie i dla Warmii i Mazur ma. Mimo straszliwego upału przejechałem się nim w te i wewte pstryknąłem (niestety tylko z samochodu) kilka zdjęć. Most ma bardzo długie dojazdy więc musiałbym gdzieś bardzo daleko zaparkować auto i ruszyć w co najmniej 1,5 kilometrową wycieczkę w jedną stronę nad lustro wody. Sprawię sobie tę frajdę w jakiś chłodniejszy, jesienny dzień :).

Kolejne ultimatum. Tym razem Grzymowicz naprawdę się wkurzył. Jak się Hiszpaniuki nie sprężą do 1 sierpnia to…

Od pewnego czasu nie ma mnie w Olsztynie. Wakacje. Chciałem jeszcze trochę od tematu odpocząć, bo doniesienia medialne jasno wskazują, że nic się nie zmienia. FCC wali w ch…, prace są prowadzone w tempie poniżej spacerowego i wiadomo już, że tramwaje nie pojadą wcześniej jak w połowie 2015.  W środę postaram się dostarczyć trochę nowych, aktualnych zdjęć i zobaczyć jak to naprawdę jest. Zobaczę bez wątpienia pięknie rozgrzebano Towarową, Dworcową i Obiegową. O Płoskiego to się już nie chce nawet pisać. Wygląda to tam jakby każde ziarenko piasku układano oddzielnie.

Pozwoliłem sobie dokonać tego krótkiego wpisu bowiem prezydent wyartykuował swoje ultimatum po raz pierwszy tak wyraźnie. Albo się Hiszpany biorą do roboty jak trzeba, albo usłyszą 1 sierpnia gromkie:  FUERA HIJOS DE PUTA!

Drobnym problemem jest to co Grzymowicz rozumie przez „Oczekujemy widocznej i szybkiej zmiany formy realizacji prac”. FCC przesunie 3 kopaczy z Płoskiego (z 6ciu aktualnie tam pracujących) na odcinek powiedzmy Tuwima, żeby rozszerzyć tamtejszy front robót o 50 metrów z obecnych 300 metrów do 350 choć cała ulica ma blisko 2km… I jeszcze w geście dobrej woli FCC doda brygadę dodatkową na Towarową / Dworcową. I będzie to dla Grzymka dowód na to, że się „Wykonawca mobilizuje choć może nie tak szybko jak moglibyśmy marzyć”, że podsunę gotowy, gładko brzmiący tekścik na taką, łatwą do przewidzenia okoliczność.

Jeśli tyle czasu zajęła ratuszowym konkluzja, którą ja i wielu innych Internautów sformułowało już w okolicach maja, że Hiszpanom trzeba jak najszybciej podziękować za współpracę, bo każdy kolejny dzień „Dawania drugiej, trzeciej i sto pięćdziesiątej szans’ jest dniem bezpowrotnie straconym..? Ta szarpanina nie ma sensu już od dawna. Bardzo smutne jest, że ktoś sprawujący tak ważny i odpowiedzialny urząd żyje złudzeniami i daje się całymi tygodniami bezczelnie wodzić za nos. Do zerwania umowy dojdzie tak czy tak, bop niby z jakiego powodu nagle FCC miałoby zmienić front? Skoro od tylu tygodni tak ostentacyjnie sabotuje robotę to najpewniej nie może nic już zdziałać. Firma stoi na krawędzi bankructwa i brak jest frajerów na tyle zdesperowanych, żeby zostać podwykonawcą tego wykrwawiającego  się kolosa. To chyba lepiej, żeby teraz odciąć się od tego ekonomicznego zombie, a nie za miesiąc,  czy pół roku dwa??

Na Obiegowej ziemię drą, ale FCC to chyba nie uratuje.

Poniższe zdjęcia dokumentują co się dzieje na budowie najnowszego odcinka na Obiegowej. Zdarto wierzchnią warstwę. Koparki jeżdżą, wywrotek kilka też widziałem i chyba nawet jeden czy dwa buldożery. Napisałbym, że nie ma co się czepiać, że mało sił i środków, ale się rozkręci. Wiedząc jednak jak się „rozkręca” od marca na Płoskiego i od blisko miesiąca na Tuwima to już nie mam argumentów, żeby napisać o wykonawcy cokolwiek pozytywnego.

Jest już absolutnie jasne, że z FCC kontrakt trzeba będzie zerwać. Firma ta właśnie zrezygnowała z realizacji dużego kontraktu drogowego pod Szczuczynem. Pewnikiem mieli problem z wymówieniem nazwy miejscowości i stąd te wszystkie problemy :D.

Dla władz Olsztyna to jasny sygnał, że firma jest mało wiarygodna, że gra na zwłokę i mówiąc nieelegancko wali w ch… Pytanie do prezydenta Grzymowicza jest proste: Czy będzie znowu spotykał się nie wiadomo z kim ważnym z zarządu FCC i przyjmował potulnie nowe harmonogramy, których wartość jest równa rolce papieru toaletowego, a może i mniejsza, czy wreszcie zrobi coś co jest bolesne, coś co w pewnym sensie jest przyznaniem się do porażki, ale minimalizuje straty: sprzeda hiszpańskim kołkom potężnego, siarczystego kopa w dupę.

To będzie równoznaczne z pogodzeniem się oficjalnie, że nastąpi poważna obsuwa w inwestycji, ale jak już pisałem: mleko się rozlało i trzeba by nie narobiło więcej szkód.  Nowy, wiarygodny wykonawca może sporo nadrobić i jeśli ten konieczny ruch zrobi się teraz to ogólne opóźnienie nie musi być ogromne. Hiszpanie z FCC tego nie zrobią. Po wpadce pod Szczuczynem liczba potencjalnych podwykonawców chcących wchodzić z nimi w relacje z pewnością jeszcze zmalała.

Nie mam już złudzeń co do kondycji FCC i ich możliwości. Dzisiejsza zapowiadana w mediach wizyta jakiegoś bardzo-ważnego-prezesa-FCC w ratuszu niczego nie zmieni. To kolejne mydlenie oczu i próba odsunięcia w czasie tego co nieuniknione. Jedyny maleńki cień szansy jaki mi się rysuje to to, że owa głośna wtopa z GDDKiA sprawi, że u najwyższej wierchuszki FCC zapali się wielka czerwona, ostrzegawcza lampka, która uzmysłowi im, że straty wizerunkowe po zerwaniu umowy w Olsztynie mogą być znaczące i widoczne nie tylko w Polsce, ale i całej Europie. Mała to nadzieja, ale zawsze.

Z pewnością cena, którą zaproponowało FCC jest o wiele za niska i za tyle zbudować nie dadzą rady. Na miejscu podwykonawców kazałbym sobie takiej niepewnej firmie płacić sowite zaliczki zanim wbiłbym łopatę w ziemię. Jeśli FCC na zaliczki nie stać to czas ustąpić miejsca komu innemu. Pech chce, że tego typu inwestycja jest cholernie widoczna, roboty ciągną się wzdłuż ruchliwych ciągów komunikacyjnych, na powierzchni. Całe miasto na bieżąco widzi co się robi, a czego nie. Niczego nie da się tu zbumelować czy udawać. Tysiące Olsztyniaków widzi w każdej chwili jak się robotnicy i inżynierowie przykładają do pracy i jaki jest postęp. To co się dzieje od marca woła o pomstę do nieba.

Nie ma już na co czekać. Kolejnego triumfalnego obwieszczenia w lokalnej prasie pt. „Mamy nowy harmonogram prac!” już nie zdzierżę.

 

 

Ostatnie chwile dziewiczej Obiegowej.

Słyszeliście o tych dzikich,  niezbadanych, tajemniczych ziemiach rozpościerających się w kwartałach ulic między Dworcową, Niepodległości, Pstrowskiego, Żołnierską i Piłsudskiego? Mnóstwo zieleni, drzew, beztrosko biegających czworonogów… Jedno takie bydlę nawet mnie tam kiedyś dziabnęło w nogę gdy samotnie w czasach studenckich przemierzałem to jedyne w swoim rodzaju pustkowie z klubu studenckiego „Kłobuki” przy Żołnierskiej na stancję na Dworcowej. Dawne, słodkie czasy, kiedy przy piwie udowadniałem chłopakom, że tramwaje w Olsztynie być powinny (to był jakiś rok 1997, albo 1998). Kumple patrzyli na mnie z politowaniem i z pełnym przekonaniem sprowadzali mnie na ziemię, że za naszego życia w każdym razie, a już na pewno przed naszą emeryturą takie cuda nad Łyną się nie ziszczą.

A teraz? Jeszcze wczoraj czyli 11 czerwca nadchodzące dla tej dziczy wielkie i nieodwracalne zmiany zwiastowały tylko małe drewniane paliki pomalowane u góry pomarańczową farbą fluorescencyjną. Jeszcze ludzie tam sobie beztrosko i nieświadomie spacerowali, jeszcze staruszki dreptały, dzieci biegały i pieski defekowały, ale to już koniec chyba, przynajmniej w tej części, bo te pustkowia są znacznie rozleglejsze i ul. Obiegowa w gruncie rzeczy pomniejszy tereny spacerowe góra o 15, 20%. To dziś już się zacznie? Dziś, jutro, już zaraz wjadą buldożery, wywrotki, koparki i cywilizacja odciśnie niezapomniane piętno na kolejnym, nieskalanym obecnością człowieka skrawku naszej matki Ziemi. Ubolewałbym nad tym gdyby nie to, że jestem bezdusznym technokratą i zapach świeżo wylanego asfaltu nie jest mniej miły mym nozdrzom niż aromat kwitnącej lipy, szum sunącego po szynach tramwaju nie mniej kojący niż ćwierkanie ptaszków…

Będą tacy co każdą nową inwestycję zbędą krzykiem „betonują nam miasto!! Buuu! Precz z Arbuzem Betonowiczem!”. No cóż. Zdania w tej kwestii są podzielone, ale ja się upieram, że Olsztyn to jednak miasto, czyli wicie rozumicie, dużo ludzi na stosunkowo niewielkim obszarze, samochody, bloki, sklepu, obiekty użyteczności publicznej, infrastruktura cała. Jakoś bez asfaltu i betonu życie może i ekologiczniejsze, ale jakieś takie mało komfortowe. Jak ktoś kocha potaplać się w błocku, brodzić w oceanie nieokiełznanych traw to przecież wystarczy parę kilometrów za Olsztyn się ruszyć, a nawet i tego nie trzeba robić bo niezagospodarowanej dziczy w granicach miasta wciąż jest jeszcze bardzo dużo. Ale dość sporów z hałaśliwą grupką malkontentów. Postęp się dokonuje na naszych oczach i pozostaje nam mu kibicować, bo to będzie znaczący skok jakościowy.

 Jeszcze sielsko, anielsko – trawka, ścieżka wydeptana.

 I gdyby nie te paliki nikt nie mógłby się nawet domyślać…

 ….. że za rok o tej samej porze zawładnie tymi ziemiami bezlitosny beton i asfalt. Super!

 A tędy będzie jechał tramwaj :), pośród drzew, ptaszków ćwierkających. I to będzie bardzo zatłoczony tramwaj, bo jak już się pojawi na ulicach to znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki te wszystkie marudzące pierdoły : „A po co nam tramwaj!? Dziurę w drodze lepiej załatajta!”.

Ale dość już o Obiegowej, powróćmy na istniejące fronty robót.

PŁOSKIEGO:

TUWIMA:

 TOWAROWA/DWORCOWA:

Robota wszędzie postępuje, ale martwi bardzo mizerne zaangażowanie ludzi i sprzętu. Dobra wiadomość jest taka, że już wszędzie prace trwają co najmniej do 18tej.

Hiszpańscy inżynierowie na Towarowej.

Tak , tak. Widziałem ich i słyszałem na własne oczy i uszy. Osobiście budowlańcy z FCC dowodzą budową na Towarowej i to o jakiej godzinie! Zdjęcie nr 2, to pełne ludzi w żółtych kamizelkach, zrobiłem po godzinie 18tej. Czyżby zaczęło się dziać na poważnie? Widzicie te stalowe grodzie wkopane w ziemię? Widzicie te kręgi betonowe do budowy instalacji deszczowej i kupę innych budowlanych rzeczy porozrzucanych w strefie budowy? To już nie żarty Proszę Państwa.

Jako bloger pasjonat nie mogłem oczywiście nie odwiedzić dzisiaj i Płoskiego i Tuwima. Poniższe zdjęcia uwidaczniają, że na Tuwima strefa prac przesunęła się do skrzyżowania z Wawrzyczka i Nowka. Prace to na razie grodzenie terenu i zrywanie płyt chodnikowych, ale ufam, że tutaj pójdzie żwawiej niż na Płoskiego. A Płoskiego? No cóż. Uchwyciłem pracującą jedną koparkę i dwoje ludzi, ale gwoli sprawiedliwości było to już koło 17tej więc i tak dobrze, że wiatr tam nie hulał.

Po długim weekendzie żadnego optymizmu.

Dziś nawet zdjęć nie dodam i tylko krótko zrelacjonuję com widział.

Front nr 1. Płoskiego

Pies z kulawą nogą. Naliczyłem dziś koło 13tej na całej długości ulicy z 6ciu chłopa może i koparkę. Położone są płyty brukowe, krawężniki w dolnej części, geowłóknina, widać okrągłe fundamenty pod słupy trakcyjne z wystającymi z nich gwintowanymi bolcami. W górnej części, najbliżej skrzyżowania z ul. Witosa stan zaawansowania robót jest znacznie mniejszy dopiero co odwodnienie tam robią.

Front nr 2. Towarowa, Dworcowa.

Dziś nie byłem tam akurat. To co widziałem 3 dni temu to to, że teren budowy jest pogrodzony, wierzchnia warstwa ziemi zdarta. W najbliższym czasie, jak pogoda pozwoli wsiądę na rower i zerknę co tam się święci. Nie spodziewam się za wiele niestety.

Front nr 3. Tuwima

Kolejne jaja. Na odcinku 1800 metrów mniej więcej roboty toczą się na 150 może, polegają na wygrodzeniu terenu i zebraniu płyt chodnikowych. Pracowało tam koło 13tej kilku ludzi i jedna koparka. Bardzo podobnie jak na Płoskiego. Nie mam pojęcia w jaki sposób wykonawca chce, nie myślę już nawet, że kiedykolwiek zakończyć inwestycję, ale nadać jej choćby minimalne tempo. Mijają zaraz 2 lata odkąd Grzymowicz podpisał umowę z FCC. Jeśli po dwóch latach stan zaangażowania robót nie jest nawet 5% to o czym tu gadać?

Bezsilnie przyglądać się jak szykuje się powtórka z Edynburga w polskiej wersji…

Odpukuję w niemalowane: STUK! PUK!

Nie powiem, że się nie dzieje, bo się dzieje.

Kilkunastu rześko machających łopatami, łychami koparek, przenoszących płyty betonowe chłopaków dziś me oczy spragnione progresu budowlanego ujrzały. Na Płoskiego wreszcie zaczyna być widać postępy. Wmurowane krawężniki, położone płyty, zakopane rury, rurki i kable. Nie chcę już wyrokować kiedy me oczy spragnione zwisających kabli trakcyjnych, stalowych szyn i betonowych podkładów będą miały okazję się ucieszyć, ale miło zaobserwować postępy prac.

Jako, że zapowiedzi władz miejskich niewiele są warte, ich terminarze można o kant tyłka potłuc to pozostaje zapaleńcom tylko obserwować, dokumentować i na tej podstawie silić się na jakieś prognozy. Pytanie „kiedy”? pozostaje otwarte. Nie mam pojęcia czy podkłady i szyny będą kładzione na Płoskiego jeszcze w tym roku czy raczej jak przygotują już całą trasę ten ostatni etap będzie realizowany jednocześnie na całej długości trasy. Póki co wygląda to tak:

I tak:

I tu też coś się dzieje. Pomarańczowe robocze stroje optymistycznie informują, że prace się toczą.

I tu też chłopcy w „oranżach” nie zasypiają gruszek w popiele tylko zasypują instalacje w piasku.

Tutak widzimy koparkę sztuk jedna, ale jeszcze zanim zakończyłem tę sesję dołączyła do niej kolejna tym samym podwajając mechaniczne siły przerobowe na najdalej wysuniętym na południe odcinku prac.

Przenieśmy się teraz na północ. Drugi front robót na ulicach Dworcowej i Towarowej też zdaje się otwarty na całego. Zewnętrzna warstwa, zewnętrznej warstwy skorupy ziemskiej zerwana, front robót szczelnie ogrodzony, tylko chłopców – pomarańczowców brak…

I tu też nikogo nie ma…., za to zarys miejsca gdzie niebawem położą miłe oku technokraty dwa długie paski stali w rozstawieniu 1435 mm jest już dobrze widoczny.

Darń zerwali, płoty postawili, jezdnie wygrodzili, na asfalcie tajemnicze cyfry farbą fluorescencyjną wymalowali… I co to będzie?

Czyli jednak budowa się rozkręca. Wciąż jednak droga do tramwajowego raju daleka. Tam gdzie się ma wić asfaltem ul. Obiegowa chaszcze porastają i ptaszki się lęgną i winniczki kopulują i chrabąszcze nieświadome nadciągającego cywilizacyjnego armageddonu chodzą sobie w te i wewte. Na Sikorskiego cisza, tam gdzie ma powstać nowa zajezdnia autobusowa też nic się nie dzieje. Kiedy dziać się zacznie? Ciepłe miesiące nie trwają wiecznie.