W szczerym polu. Tramwajem do Ozorkowa.

Tramwaj to typowo miejska machina. Świetnie prezentuje się na tle reprezentacyjnych alei i ciasnych staromiejskich uliczek. Im bardziej ciasno i tłoczno tym bardziej tramwaj zdaje się w swoim żywiole. Klasycznie rzecz biorąc tak, ale nie wszyscy i nie zawsze się stosowali do tak pojmowanej definicji komunikacji tramwajowej. Dziś słów kilka o tramwaju do Ozorkowa, który jeździ tam od roku 1922. W tamtym czasie i kolejnych dekadach bardzo rzadko decydowano się na takie eksperymenty, ale z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że była to inwestycja wizjonerska. Współcześnie tramwaj ma coraz więcej wspólnego z pociągiem i często zaciera się różnica pomiędzy nim, a kolejką podmiejską, o czym za chwilę. Siłą rzeczy krajobrazy jakie widzi pasażer takich wydłużonych linii stają się spokojniejsze, bardziej sielskie, a czasem nawet zupełnie wiejskie. Urzekł mnie widok tramwaju turlającego się dostojnie wzdłuż drogi krajowej nr 1 i pól uprawnych, miejscami bez najmniejszego choćby śladu ludzkiego domostwa w tle.

Tak się dzieje w kilku miejscach w aglomeracji łódzkiej gdzie tramwaje wyjeżdżają daleko poza miasto. Powyżej tramwaj na linii 46 na trasie do Ozorkowa, najbardziej spektakularny przykład rozciągania linii tramwajowej w Polsce daleko poza granice macierzystego miasta. Uznaje się, że to druga na świecie najdłuższa klasyczna linia tramwajowa (30 km)(pierwsza o długości 38 km znajduje się w Belgii) obsługiwana przez składy typowo tramwajowe. Piszę o tym bo na przykład linię L1 z Alicante do Benidorm to już ponad 42 km – ale tutaj trasę obsługuje tramwajo-pociąg, marki VOSSLOH. Ciekawa tematyka tramwajo-pociągów, zwanych również tramwajami dwusystemowymi jest obszernie opisana TUTAJ. Napiszę w tym temacie jeszcze tyle, że w kilku miastach niemieckich z powodzeniem takie tramwaje działają, we wspomnianym Alicante również, w Polsce pionierem w tym zakresie zamierza zostać Gdańsk.

Trasa Łódź – Ozorków to prawdopodobnie jedyne miejsce w Polsce gdzie jedzie się tramwajem przez tak bezludne tereny, gdzie na długich odcinkach trasy w zasięgu wzroku nie widać dużego miasta. Nie ma tak ani w aglomeracji śląskiej ani na trasie z Krakowa do Nowej Huty. Tam w każdym momencie czuje się, nawet jeśli trasa biegnie przez pustkowia, że to jedynie wyspy na morzu terenów zurbanizowanych. I jeszcze jedna fotka jedynego w swoim rodzaju tramwaju na trasie Łódź-Zgierz-Emilia-Ozorków.

Pozostaje pytanie o ekonomiczny sens utrzymywania takich tramwajów. Zalety tramwajów to szybkość i wygoda w gęsto zaludnionym obszarze. Maksymalna prędkość podróżna 60 czy 70km/h na tak długich dystansach, z tak rzadko rozmieszczonymi przystankami musi pewnie frustrować wielu pasażerów. Nie mniej jednak walory krajobrazowe są tu nie do przecenienia. Mam wielką nadzieję, że ta trasa uniknie likwidacji i będzie atrakcją turystyczną, których przecież nigdy nie ma za wiele.

Na dziś tyle. Jutro od rana będę wypatrywał pierwszych robotników na ul. Płoskiego w Olsztynie. Robimy zakłady czy zacznie się  dokładnie 1 marca jak nam obiecywał prezydent Grzymowicz :)?