Kłopoty nowego tramwaju na Tarchomin.

A to taka efektowna (bo z mostem na Wiśle) i długo wyczekiwana inwestycja była. Niestety urzędnicy stołeczni od wielu lat nie są w stanie zaprojektować linii tramwajowej tak by inwestycja od A do Z miała ręce i nogi. Linia łącząca rozległe nowe osiedla na Tarchominie ma dziś zaledwie 4 km dociera jedynie na obrzeża wielkich blokowisk no i, jak można było łatwo przewidzieć, frekwencja w tych nowych ślicznych (dwukierunkowych) tramwajach z Pesy jest bardzo daleka od zadowalającej. Dlaczego mimo upływu tylu lat biurokraci nie poradzili sobie z zaprojektowaniem i wybudowaniem linii od razu w głąb Tarchomina nie sposób pojąć. Olsztyn dzisiaj boryka się z podobnym paraliżem wykonawczym i decyzyjnym i już dziś można być pewnym, że opóźnienie w realizacji inwestycji tramwajowej  będzie  sięgało co najmniej pół roku. Czasami wręcz można mieć wrażenie, że ktoś celowo torpeduje projekty tramwajowe, żeby potem udowodnić, że to kiepski środek transportu. Jeśli linie są krótkie, dostępność przystanków mało dogodna, trzeba drałować na przystanek co najmniej 10 minut, albo dojeżdżać do niego autobusem to jasna sprawa, że atrakcyjność tego środka transportu gwałtownie spada.

Wg informacji uzyskanych w sieci dotychczas w dni powszednie tramwaj linii nr 2 jeździł z przystanku Nowe Świdry do Huty około 100 razy na dobę i przewoził średnio po 25 pasażerów. Mało. Na tyle mało, że właśnie skasowano wszelkie weekendowe wczesnoporanne i późnowieczorne kursy. Więcej o tym TUTAJ. Woda na młyn dla tramwajowfobów, co? A przecież na zdjęciu poniżej widać jak na dłoni, że tramwaj zatrzymuje się spory kawałek od dużych osiedli. Ja jako tramwajofanatyk pewnie bym biegał z tych widocznych w oddali bloków do przystanku tramwajowego, ale wielu przeciętnych pasażerów może nie być już aż tak zdeterminowanych.

Przystanek Stare Świdry na warszawskim Tarchominie

Teoretycznie przecież to super atrakcyjny środek transportu, który zapewnia dojazd z peryferyjnego osiedla do linii metra w zaledwie 5 minut. I co z tego, kiedy na próżno dziś szukać przystanków tramwajowych w pobliżu głównych arterii Tarchomina? Przecież sam dojazd do metra to dla większości pasażerów zaledwie etap w dłuższej podróży, ba! podróż metrem to także w większości przypadków pośredni środek transportu. Ile tych przesiadek ma robić pasażer? Jeśli więcej niż 2,3 no to taka podróż robi się już bardzo uciążliwa. Nie dziwota, że pasażerowie z Tarchomina wybierają „pięćsetki”, które jadą zakorkowanym mostem Grota-Roweckiego, ale za to są w rozsądnym czasie (około 30-60 minut) w głębokim Centrum skąd bezpośrednio mogą już dojechać praktycznie do każdego zakątka aglomeracji warszawskiej..

Dzisiejszy problem tarchomińskiego tramwaju jest więc banalny. Jako, że on sam z natury rzeczy jest przesiadkowy i wiedzie do przesiadkowego metra to nie może być niedostępny dla najgęściej zaludnionych części Tarchomina (okolice ul. Menhoffera na przykład). Jeśli tramwaj będzie jeździł ludziom pod oknami, będzie jeździł z dużą częstotliwością no to jego sukces jest murowany. To bardzo prosta zależność, która obowiązuje w każdym systemie transportu zbiorowego. To dlatego tak dramatycznie spadła liczba pasażerów pociągów. Kasując niedochodowe linie, zapomniano, że są one niczym małe strumyczki i rzeczki, które zasilają główne szlaki pasażerskie w potoki podróżnych. Skoro wycięto najmniejsze linie, no to zaczęły obumierać te średnie. Kiedy zaczęto kasować i te średnie to i drastycznie spadło zainteresowanie pasażerów nawet na głównych szlakach. Z tramwajami jest tak samo. Ich gęsta sieć i duża częstotliwość kursów sprawia, że są w Warszawie tak popularne.  Ale jak się już coś rozbudowuje to z głową. Budowanie na raty, kikuta linii to nie był chyba najszczęśliwszy pomysł. To tak jakby budowniczowie linii na Jaroty zbudowali ją do skrzyżowania z Wilczyńskiego i kazali czekać na dalszy odcinek 2 lata. Tramwaj nie cieszyłby się wielkim wzięciem, prawda? Niestety mieszkańcy Tarchomina mają czekać na przedłużenie linii w głąb osiedla o kolejnych kilka przystanków jeszcze co najmniej półtora roku. Ciekawe co będzie szybciej? Tramwaj na Nowodwory (a może nawet do osiedla Winnica), druga linia metra czy może jednak olsztyńskie tramwaje? Robimy zakłady? :D Gdzie urzędnicy są bardziej opieszali i niekompetentni, no gdzie?